Polecamy
Strzygoń
Newsletter
Niewidzialny Pierścień Anne Bishop Niewidzialny Pierścień Czarne Kamienie, Księga VI
ISBN: 978-83-62577-05-7 Tłumaczenie: Monika Wyrwas - Wiśniewska Oprawa: Miękka Ilość stron: 392 Format: 15 x 21,5 cm Rok wydania: 2011

Kiedy Jaenelle Angelline zastanawiała się, jak ochronić Krwawych z Królestwa Kaeleer przed uderzeniem własnej Hebanowej mocy, Daemon Sadi opowiedział jej historię Szarej Pani, której kilka wieków wcześniej udało się tego dokonać. Nie wspomniał jednak o roli, jaką sam pełnił w tej historii. Niewidzialny Pierścień jest relacją tamtych wydarzeń.


Gdy Jared, młody wojownik z Shaladoru noszący Czerwony Kamień, trafia do niewoli, na dziewięć długich lat skazany zostaje na świadczenie usług seksualnych. Wreszcie, nie może już dłużej znieść wykorzystywania i upokorzeń, zabija swą właścicielkę i trafia na targ niewolników. Tam kupuje go Szara Pani − Królowa z Dena Nehele, osławiona opinią, że nabywani przez nią niewolnicy znikają bez śladu.

Szara Pani wraz z grupą kupionych niewolników wyrusza w drogę powrotną na swoje terytorium, uciekając przed ludźmi Dorothei SaDiablo, Najwyższej Kapłanki władającej większością Królestwa Terreille. Jared jest gotów na śmierć, ale bardzo szybko przekonuje się, że ani jego nowa właścicielka, ani towarzysze niedoli nie są osobami, za które się podają. Każdy skrywa mroczną tajemnicę, a co najgorsze − jest wśród nich zdrajca pracujący dla samej Dorothei.

Prolog


Lord Krelis, nowy Dowódca Straży, usiłował stać spokojnie, podczas gdy Dorothea SaDiablo spacerowała powoli po swej prywatnej sali posłuchań. Gdyby to była inna kobieta, podziwiałby otwarcie jej smukłe ciało, zastanawiałby się, czy wdzięcznie upięte czarne włosy są w dotyku tak jedwabiste, jak na to wyglądają. Ośmieliłby się nawet przesunąć ręką po jej śniadej skórze w miejscu nieokrytym przez długą czerwoną suknię. I rozmyślałby, czy sposób, w jaki gładzi się po podbródku dużym białym piórem, nie stanowi przypadkiem zaproszenia do innego rodzaju pieszczot.

Jednak Dorothea SaDiablo była Czarną Wdową, członkinią Klepsydry, wzbudzającego największy strach i faktycznie najbardziej niebezpiecznego sabatu w Królestwie Terreille. Czarne Wdowy specjalizowały się w truciznach i podróżach umysłu, w cieniach i iluzjach, w marzeniach, które mogły uwięzić człowieka w niekończącym się koszmarze.

Dorothea była również Najwyższą Kapłanką Hayll, noszącą Czerwony Kamień. Ponieważ na terytorium Hayll nie było drugiej królowej o mocy psychicznej równej temu Kamieniowi, a żadna władająca mniejszą mocą nie miała odwagi stawić czoła władzy Dorothei, ta rządziła, jak chciała. I pamiętał o tym każdy mężczyzna w Hayll.

– Widziałeś ostatnio swojego poprzednika? – zamruczała Dorothea, przesuwając się zalotnie koło Krelisa. Jej kokieteryjny uśmiech kontrastował ze złośliwym błyskiem złocistych oczu.

– Tak, kapłanko – odparł Krelis, starając się opanować drżenie głosu. Kiedy udał się na czele oddziału do slumsów Draegi, stolicy Hayll, by wyłapać trochę mętów społecznych potrzebnych do pracy fizycznej, dostrzegł poprzedniego Dowódcę Straży, wytaczającego się chwiejnym krokiem z brudnego zaułka.

Obecnie był to skatowany, okaleczony człowiek. W dodatku jego wewnętrzna sieć, ten rdzeń duszy, który czynił Krwawych tym, kim byli, została zniszczona. Nie mógł już nosić Kamieni, był w stanie używać jedynie podstaw Fachu. Bystry umysł taktyczny, który przez tyle lat chronił Dorotheę, został rozłupany jak melon i wydrążony prawie do czysta. Jednak nie do końca. Jeśli wierzyć udręczonym oczom, spoglądającym z pokrytej bliznami twarzy, pozostało mu jeszcze dość władz umysłowych, by pamiętać, co się stało. I kto go tak okaleczył.

Dorothea znów przemknęła obok Krelisa. Na czole nowego Dowódcy Straży pojawiły się kropelki potu. Oczyścił swój umysł, modląc się do Ciemności, żeby Dorothea nie wyczuła czegoś, co skłoniłoby ją do otwarcia jego wewnętrznych barier i zgłębiania jego myśli.

– Powierzyłam twemu poprzednikowi ważne zadanie, a on mnie zawiódł. – Dorothea stanęła przed nim, uśmiechnęła się i powoli przesunęła piórem po policzku Krelisa. – Teraz należy do Braterstwa Pióra.

Wzdrygnął się. O Matko Noc! Zostać pozbawionym wszystkich organów, które czynią mężczyznę tym, kim jest! Potrzebować jednego z tych wielkich piór, żeby…

– Czy ty też mnie zawiedziesz? – zapytała niskim głosem, pochylając się ku niemu coraz bliżej.

– Nie, kapłanko – wyjąkał. – Powiedz tylko, czego sobie życzysz, a ja to uczynię.

– Mądra odpowiedź. – Połaskotała go piórem po wargach, a potem odwróciła się. – Znasz Szarą Panią?

Czyżby już ją zawiódł? Och, kilka miesięcy temu słyszał niejasne pogłoski, ale wówczas był jedynie strażnikiem z Trzeciego Kręgu, a Dowódcy Straży nie mieli zwyczaju mówienia swoim ludziom więcej, niż było to konieczne. Zrobiło mu się niedobrze. Z trudem przełknął ślinę.

– Nie, kapłanko – zdołał wyszeptać.

Dorothea rzuciła mu złośliwe, rozbawione spojrzenie i podjęła swój spacer po sali.

– Szara Pani stanowi poważne zagrożenie. To Królowa nosząca Szary Kamień, która rządzi terytorium zwanym Dena Nehele, leżącym po drugiej stronie gór Tamanara. Jest mi cierniem w oku od czasu, kiedy czterdzieści lat temu założyła dwór. Opiera się moim próbom poddania Królestwa Terreille dobroczynnej władzy Hayll.

– Ponieważ nie pochodzi z długowiecznej rasy, zapewne obecnie jest już stara – powiedział Krelis z wahaniem.

– Ale nadal jest silna – warknęła Dorothea. – Póki będzie żyła, Dena Nehele będzie w stanie oprzeć się wpływom Hayll, a jego opór wzmocni sąsiadujące z nim terytoria. Nawet jeśli Szara Pani umrze jutro, likwidowanie jej wpływów potrwa co najmniej jedno pokolenie.

– Zamierzasz wypowiedzieć jej wojnę?

Złociste oczy Dorothei zmieniły się w twarde, żółte kamienie.

– Hayll nie zniża się do takiego barbarzyństwa. Jaki jest sens zdobycia terytorium zniszczonego zmaganiami Krwawych? – Popukała się piórem w podbródek. – Są subtelniejsze sposoby na to, by terytorium samo dojrzało do przejęcia. Ale to już nie twoja sprawa.

Krelis wbił wzrok w podłogę.

– Oczywiście, kapłanko.

– Twoim zadaniem jest wyeliminowanie Szarej Pani.

– Jak? – wykrztusił, nim zdołał pomyśleć.

Popatrzyła na niego z niesmakiem. Czy już żałowała rozprawy ze starym Dowódcą Straży i utraty jego taktycznego umysłu? Jednak po chwili jej twarz rozpogodziła się.

– Biedaczek – mruknęła, gładząc go delikatnie po policzku. – Byłam dla ciebie okrutna, prawda? Nie, kochanie – przyłożyła palec do jego warg – nie zaprzeczaj. – Cofnęła się o krok i westchnęła. – Gryzella jest za dobrze strzeżona na swoim terytorium, żeby można było ją tam zaatakować, jednakże przez ostatnie kilka lat dwa razy do roku opuszcza legowisko i udaje się na targ niewolników w Raej.

– Targi niewolników! – Złociste oczy Krelisa rozbłysły.

Dorothea pokręciła głową.

– Raej to neutralne terytorium. Gdyby została tam zabita królowa, inne przestałyby je odwiedzać, a wtedy jak można by się było pozbyć starych zabawek i kupić sobie nowe?

– Niewolnika można zastąpić lojalnym sługą i…

– Ona nie kupuje nikogo z Hayll, a nie mamy lojalnych sług poza swoim ludem. Wśród własnego ludu zresztą często też nie.

Krelisa ogarnęła frustracja. Było to pierwsze ważne zadanie, powierzone mu przez Dorotheę, odkąd kilka miesięcy temu uczyniła go Dowódcą Straży. Nie mógł jej zawieść.

– Co w takim razie powinienem uczynić, kapłanko?

Dorothea zatrzymała się.

– Lordzie Krelisie, jesteś Dowódcą Straży. Jak tego dokonasz, to wyłącznie twoja sprawa. – Wyraz jej twarzy złagodniał. – Jednakże jeśli chcesz, użyję mego szczególnego Fachu, żeby ci w tym dopomóc.

Odetchnął z ulgą.

– Dziękuję, kapłanko.

Dorothea przyglądała mu się nieco zbyt przeciągle. Wreszcie uśmiechnęła się.

– Widzę, że dobrze wybrałam nowego Dowódcę Straży. Złożyłam tę samą propozycję twemu poprzednikowi, ale nie chciał mojej pomocy. A ponieważ ta suka z łatwością uniknęła jego pułapki, był to wystarczający powód, by zwątpić w jego lojalność, nie sądzisz?

Na wspomnienie tego, jak wygląda obecnie twarz byłego Dowódcy Straży, Krelis wzdrygnął się.

– Tak, kapłanko.

– Czy powinnam się obawiać o twoją lojalność?

– Nie, kapłanko.

Dorothea podeszła do niego i objęła go za szyję.

– Wiesz co, kochanie? Jestem bardzo hojna wobec mężczyzn, którzy potrafią mnie zadowolić. – Otarła się piersiami o jego tors, pocałowała go mocno, po czym wymruczała: – To, żeby ci przypomnieć o nagrodach, jakie niesie ze sobą lojalna służba dla mnie. A to – zatknęła duże białe pióro za jego pasek – żebyś pamiętał, jaka kara czeka tych, którzy mnie zawodzą.



Jeden


Nic, co zostało mu uczynione w ciągu ostatnich dziewięciu lat, nie bolało tak bardzo, jak brutalna prawda, że sam to na siebie sprowadził. Jeden błąd w ocenie i osiemnastoletni chłopak, którym był, pewny siebie, dumny ogier, skazał go na tę pełną bólu drogę. Drogę, która wiedzie wprost do koszmaru, jaki czeka go w kopalniach soli w Pruul.

W ciągu tych ostatnich kilku dni, kiedy czekał na dopełnienie swojego losu na targu niewolników, próbował z całych sił wybaczyć temu chłopakowi, że zignorował ostrzeżenia przyjaciół i starszych wojowników, kiedy do gospody weszła ta czarownica. Próbował mu wybaczyć, że nie spojrzał głębiej, że nie wyczuł zgnilizny kryjącej się pod piękną twarzą i bujnym ciałem, że rzucił się na przynętę z takim entuzjazmem. Próbował mu wybaczyć, że uwierzył szeptowi obiecującemu pełną zmysłowych igraszek wieczność, że tak bardzo zależało mu na rozkoszy lędźwi, że pozwolił założyć sobie na członek Złoty pierścień, że pragnął wszystkich tych nieprzyzwoitych rzeczy, które obiecywała zrobić z nim i jemu, ale dopiero kiedy włoży Pierścień Posłuszeństwa, ponieważ musi mieć choć odrobinę kontroli nad jego pasją.

Bawiła się z nim przez jeden dzień, nim przekonał się, jak okrutny potrafi być Pierścień Posłuszeństwa, kiedy używa go ktoś, kto lubuje się w zadawaniu cierpienia.

Od dziewięciu lat był niewolnikiem dla przyjemności i nie mógł już sobie przypomnieć, dlaczego kiedykolwiek chciał iść do łóżka z kobietą.

Winił za to wszystko tego chłopaka. Teraz – mając w perspektywie zesłanie do kopalni soli w Pruul – winił go za to z całej mocy.


***


– Co w tej zagrodzie robi wojownik z Czerwonym Kamieniem? – spytał szeptem jeden z niewolników. – Zwykle nie wsadzają tutaj takich.

Inny splunął.

– Nie ma znaczenia, jaki Kamień nosi niewolnik.

– To prawda, ale… Pamiętam, że już go kiedyś widziałem. Myślałem, że to niewolnik dla przyjemności.

– Był nim, póki nie zabił królowej – parsknął trzeci.

– Zabójca królowej!

Zabójca królowej. Zabójca królowej.

Jared siedział w zagrodzie, w kącie, który zajął dla siebie, ignorując otaczające go szepty, udając, że nie zważa na to, że inni go unikają. Nawet tutaj, w najbardziej nędznej zagrodzie, przeznaczonej dla niewolników, których uznano za zdolnych tylko do najpodlejszej pracy, nikt nie chciał zostać skażony przebywaniem w obecności człowieka, który miał na rękach krew królowej.

Rozumiał to. Kiedy oślepiająca wściekłość opadła na tyle, że zdołał dostrzec ciała królowej i księcia, jej brata, własny czyn napełnił go przerażeniem.

Oddech uwiązł mu w gardle, gdy znów ogarnął go przejmujący ból serca.

Z jednej strony był przerażony swoim czynem – stanowiącym zaprzeczenie kodeksu honorowego wojowników, którego zasady, głównie wychowanie do służby kobietom, wpajał mu ojciec. Natomiast z drugiej… Coś w nim, coś dzikiego, o czego istnieniu nie miał dotąd pojęcia, aż wyło z radości.

Ból zelżał, kiedy ten nieznajomy w jego wnętrzu zaczął krążyć po klatce jego umysłu i serca.

Nie ufał mu, a wręcz się go obawiał. To nie był on. Wiedział jednak, że użyje tej dzikości jeszcze raz, z jednego powodu: musi dotrzeć do domu, choćby na chwilę, żeby zobaczyć się z matką i cofnąć słowa, których żałował od lat. A potem…

Nie ma sensu spodziewać się, że będzie jakieś „potem”. To jednak wystarczy. Będzie musiało wystarczyć.

Musi uciec jeszcze dziś w nocy, ponieważ jutro zaczyna się jesienny targ niewolników w Raej. Czarownice, które przybyły na tę wyspę, by kupować i sprzedawać, przyjdą na teren targu w towarzystwie wynajętej eskorty, a strażnicy pilnujący zagród staną się czujni, wyczuleni na wszelkie zachowania niewolników.

Czyli dziś w nocy musi znaleźć sposób, by dotrzeć do oficjalnej sieci lądowiskowej położonej w pobliżu terenów targowych. Wskoczy tam na Wiatry, sieć psychicznych ścieżek, które pozwalały Krwawym podróżować przez Ciemność. Złapie Wiatr i uda się z powrotem do Sadyby Ranona.

Podjąwszy tę decyzję, Jared przyglądał się, jak zachodzące słońce ustępuje miejsca księżycowi. Myślał o matce, ojcu i braciach, o domu… i o chłopaku, którym kiedyś był.



Dwa


Krelis zamknął małe drewniane pudełko, które wręczyła mu Dorothea, a potem zniknął je za pomocą Fachu.

Wszystko było gotowe. Pozostawało tylko czekać.

W gabinecie Dowódcy Straży czuł się jak w celi więziennej, więc wyszedł z budynku przeznaczonego na kwatery strażników z Pierwszego Kręgu i zaczął krążyć bez celu po terenach ćwiczebnych.

Ciemności niech będą dzięki, że Dorothea nie zażądała jego obecności na dzisiejszej kolacji. Choć był spokrewniony z dwiema ze Stu Rodzin Hayll, w każdym przypadku chodziło o pomniejsze gałęzie. Dorastał w małej wiosce i nadal nie czuł się swobodnie wśród zblazowanego, arystokratycznego towarzystwa, które władało tym terytorium. Na takich imprezach strażnik na służbie obserwował po prostu subtelne gierki i flirty, słuchał rozmów pełnych niedopowiedzeń, przyglądał się tańcowi bogactwa i władzy, zwolniony z konieczności uczestnictwa. Jednak Dowódca Straży był jednym z trzech najważniejszych mężczyzn na dworze i oczekiwano od niego, że będzie udzielać się towarzysko w kręgu otaczającym jego panią. Spodziewano się po nim rozmów z mężczyznami i tańców z kobietami, flirtów na tyle otwartych, by zadowalać próżność dam, ale nie do tego stopnia, by konieczne było potem ich obsłużenie.

Strasznie się już napocił przy kilku wcześniejszych okazjach i nie trzeba mu tańca na ostrzu brzytwy jeszcze i dziś.

Porzucił tereny ćwiczebne i ruszył ścieżką prowadzącą nad mały, spokojny staw. Usiadł na ławce nad brzegiem i wbił wzrok w taflę wody.

Poprzedni Dowódca Straży okazał się albo aroganckim głupcem, albo zwykłym zdrajcą. Tylko tak Krelis mógł wytłumaczyć nieudany atak na Szarą Panią, gdy wracała do Dena Nehele po wiosennym targu w Raej.

Fakt, że Dowódca nie przeprowadził ataku osobiście, nie budził jego zdziwienia. Podobnie jak Zarządca Dworu i Faworyt, rzadko opuszczał dwór, chyba że towarzyszył swej pani. Bezpośredni udział w akcjach nie należał już do jego obowiązków.

Tymczasem stary Dowódca wysłał kilku strażników z Piątego Kręgu, i to takich noszących jaśniejsze Kamienie, a do tego kilku rozbójników, choć stawić mieli czoła Królowej noszącej Szary Kamień i całej eskorcie, czekającej na nią na stacji Wozów. Nie było dość czasu, by obezwładnić eskortę przed przybyciem tej Szarej suki. Nie było posiłków, które zaatakowałyby ją, gdyby próbowała wskoczyć na Wiatry. Nic nie było.

Tylko jeden z Hayllańczyków zdołał powrócić, by donieść o klęsce.

Cóż, jeden w zupełności wystarczył Dorothei.

Nie, on nie powtórzy tego błędu. Wynajął już rozbójników, którzy czekają na wszystkich stacjach Wozów, których może użyć Szara Pani, kiedy będzie wracać z targu. Wyeliminują czekającą na nią eskortę i wyślą wiadomość do Lorda Maryka, jego zastępcy. Maryk wraz ze starannie wybranymi, doświadczonymi strażnikami z Pierwszego i Drugiego Kręgu przybędzie na stację tuż przed Szarą Panią, by dokończyć dzieła. A jeśli ten plan zawiedzie, jeśli Maryk i jego ludzie zginą, Krelis przygotował sposób gwarantujący rozbójnikom wytropienie Szarej suki. Polowanie trwać będzie póty, póki Szara Pani nie zginie.

Odruchowo pomacał odznakę Dowódcy Straży, którą nosił na lewym ramieniu.

Dzięki zaklęciom przygotowanym przez Dorotheę, wyeliminuje jej najbardziej niebezpieczną rywalkę. Dowiedzie w ten sposób tym arystokratycznym bękartom z Pierwszego i Drugiego Kręgu, że nie jest jakimś karierowiczem, który zdobył pozycję na dworze za pomocą fiuta.

Choć oczywiście nie znał ani jednego mężczyzny, który nie użyłby fiuta do osiągnięcia celu.

Zawsze tak było.

Pamiętał pewien wieczór sprzed wielu lat. Pozwolono mu zostać, kiedy do domu przyszli przyjaciele ojca na cotygodniową partię szachów i męskie rozmowy. Zrobiło się późno i drzemał na kanapie, kiedy ojciec, który interesował się głęboko historią Hayll, dysretnie wyraził niepokój z powodu niektórych zmian, jakie dokonały się w społeczeństwie Krwawych w ostatnich wiekach. Olvan nikogo nie oskarżał, nie wymienił żadnych nazwisk, tylko wskazał na pewne różnice w traktowaniu mężczyzn, którzy nie służyli na dworze.

Następnego dnia, kiedy Krelis spacerował z ojcem w okolicach wioski, zjawiła się Królowa Prowincji w towarzystwie dwunastoosobowej eskorty. Zadała Olvanowi kilka pytań, wyraźnie rozdrażniona jego pełnymi szacunku odpowiedziami.

Kilka minut później Olvan zwisał z gałęzi drzewa. Zaklęte sznury na jego nadgarstkach uniemożliwiły mu użycie Fachu i uwolnienie się. Zresztą nawet gdyby zdołał się uwolnić, jego Kamienie nie były dość ciemne, by mógł stawić czoła połączonym siłom królowej i jej eskorty.

Pozwolili mu tak wisieć i błagać królową, by powiedziała mu, czym ją uraził. Kiedy wreszcie przestał błagać, sześciu strażników wyciągnęło zwinięte baty.

Pod siłą uderzeń ciało Olvana kołysało się w przód i w tył, w przód i w tył.

Na twarzach strażników nie było cienia współczucia, w silnych ramionach wymierzających kolejne razy nie było litości. W ich oczach widniał tylko strach, jakby kontakt z mężczyzną, który nie rozumiał, na czym polega posłuszeństwo, mógł ich w jakiś sposób skazić, odsunąć od królowej, której wiernie służyli.

Przez cały ten czas jeden ze strażników przytrzymywał Krelisa, zmuszając go, by na to patrzył.

Wreszcie odjechali. Ojciec nadal wisiał na drzewie, na wpół martwy.

Krelis nigdy nie zapomni, jak biegł do najbliższego domu po ratunek, jak siedział przy zakrwawionym ciele ojca podczas drogi do domu, jak niechętnie Uzdrowicielka zgodziła się udzielić mu pomocy. Nie zapomni też tej chwili, wiele lat później, kiedy uświadomił sobie, że chłosta nie miała nic wspólnego z grzecznymi odpowiedziami, jakich Olvan udzielił królowej. Miała natomiast wiele wspólnego z faktem, że jego najdawniejsi i najbardziej zaufani przyjaciele nigdy już nie przyszli do jego domu ani nie zaprosili go do siebie.

To w owej chwili postanowił, że zostanie strażnikiem.

Zrozumiał także, że to, jak mężczyźni traktowani byli w przeszłości, nie ma żadnego znaczenia. Dla młodego Hayllańczyka liczyło się tylko przetrwanie w sytuacji, jaka miała miejsce teraz. Jedynym zaś na to sposobem była służba na silnym dworze.

Krelis wstał i przeciągnął się.

No i proszę. Dopiero wkracza w swoje szesnaste stulecie – więc wedle standardów długowiecznej rasy jest jeszcze młody – a już został Dowódcą Straży najsilniejszego dworu w Hayll. Ważne osiągnięcie samo w sobie, ale to tylko przystanek na drodze do tego, czego naprawdę pragnął.

Pracował zbyt długo i zbyt ciężko, by jakaś suka z Szarym Kamieniem, która i tak umrze za kilkadziesiąt lat, miała zrujnować jego plany. […]

Niewidzialny Pierścień
Bestsellery
  • Postrach MICHAł ŚMIELAK
  • Pieśń pustyni GRZEGORZ WIELGUS
  • Padlina ADAM DZIERżEK